sobota, lutego 16

Dzisiejsze materialistyczne problemy w relacjach damosko-męskich

Dzisiaj opublikuję list od chłopaka do dziewczyny, skąd go mam tego nie zdradzę. Żeby ktoś nie wpadł na pomysł uprzedzam, że nie był adresowany do mnie. Przedstawia jednak dosyć klasyczne problemy pojawiające się w relacjach damsko-męskich dzisiejszych młodych ludzi. Zaprasza do wyrażania opinii w komentarzach.


 "...Pamiętaj proszę, że nie piszę tego, żeby Cię krytykować, ani urazić, a jedynie by pokazać inną perspektywę. Przeczytaj to proszę powoli, bez emocji... Pewnie nie zgodzisz się w pewnych kwestiach, ja też pewnie niektóre rzeczy zbyt wyolbrzymiam. Zdaje sobie z tego sprawę. Bardzo Cię cenie i szanuję za wiele Twoich cech. Nie wiem czy mogę tak powiedzieć, bo miłość się buduje przez lata, ale też nie wstydzę się tego powiedzieć, że zakochałem się jak dzieciak w tej nieśmiałej dziewczynie, miłej, z dobrym sercem, chętnie robiącej coś dla innych, nawet drobnostki i potrafiącej się dla innych poświęcić w trudnej sytuacji. Przejmującej się wszystkim, nie z twardy, a z miękkim sercem, która chce mieć już tylko jednego partnera, która potrzebuje oparcia w drugiej osobie, którą trzeba się zaopiekować, a jednocześnie całkowicie zaradnej. Dziewczyną o podobnych do mnie poglądach, krytykujących "drobnodorobkiewiczów", nowobogackich dupków, którym tak na prawdę słoma jeszcze z butów wystaje i każdy normalnie myślący człowiek to dostrzeże i tak oceni. Na początku jak mnie zapytałaś co mi się w Tobie najbardziej podoba, w brew temu co pomyślałaś, moja odpowiedź była bardzo precyzyjna - wszystko mi się podobało. Z mojej perspektywy byłaś ideałem (moim własnym - dziewczyny, której zawsze pragnąłem) Choć miałem świadomość, że ideałów nie ma i wady wyjdą z czasem. Niestety podobnie jak Ty jestem idealistą, a do tego poprzeczkę miałaś tak wysoko jak nikt inny, bo pierwszy raz patrzyłem na kogoś jak na osobę, z którą spędzę resztę życia, a nie kogoś kogo można wymienić, czy zastąpić.

Podziwiam Twój intelekt, oczytanie i osiągnięcia, to czym się zajmujesz i co sobą reprezentujesz. Ogólnie nigdy nie chciałem kury domowej, irytują mnie dziewczyny, które nie chcą pracować, tylko siedzieć w domu i nic nie robić, ale też w drugą stronę nie bardzo sobie wyobrażam, że kobieta skrajnie tego domu nie trawi i nie znosi.

 Drugą stroną w znacznym stopniu, nie ukrywam, jest materializm - nie mówię, że taki skrajny, bo przecież wiem jakie są niektóre dziewczyny tzw. modliszki szukające frajerów, ale no nie o to chodzi by porównywać do porąbanych lasek, z wypaczoną totalnie hierarchią wartości, których bym nawet nie opluł, choćby nie wiem jak piękne były. Przy czym mimo wszystko Twój dla mnie też jest jeszcze za duży. Już abstrahując od nas i relacji między nami, ja nie opieram opinii nigdy na sporadycznych przypadkach i epizodach, ale kilka sytuacji i Twoich opinii mnie przeraziło. Np. jak opowiadałaś, że opieprzyłyście z mamą twojego brata, bo kupił dziewczynie jakiś tam nie taki prezent i stwierdziłyście z mamą, że ona go kopnie w dupę. WTF? Nie wierzę, że ona tak by pomyślała, ale też do dziś nie potrafię zrozumieć jak w ogóle można tak pomyśleć i na coś takiego wpaść. Nie potrafię zrozumieć jak można wartościować uczucia i wyceniać. Dla Ciebie te pieniądze i to co można za nie kupić są zbyt ważne. Ciągle o nich gadasz, ciągle narzekasz jak to mało zarabiałaś, że Cię tam na coś nie stać, że nie po to się tyle uczyłaś żaby żyć jak przeciętny Kowalski, ciągle gadasz kto ile zarabia, kto jak żyje i ile ma kasy (mam styczność z bardzo różnymi środowiskami, ale prawie nikt nigdy nie mówi ile zarabia, czasem się zdarzy oczywiście też). Ciągle wymyślasz co byś chciała, co będziesz chciała, zamiast zrealizować jedno marzenie i potem myśleć nad następnym, wymyślasz tysiąc rzeczy i w efekcie nie zrealizowałaś chyba żadnego. Wiem, że to nie Twoja wina. Masz takie wzorce, a nie inne, ale też z drugiej strony obserwowałem jak np. mama, czy nawet siostra Cię próbowały hamować jak Ci się lampka na "chcenie" wszystkiego na raz włączała. Co nie zmienia faktu, że jesteś bardzo podatna na ich opinię i za chwilę dostajesz dawkę poglądów i zachowań w drugą stronę. Moim zdaniem masz też odrobinę wypaczony wzorzec męski, co też nie jest Twoją winą - z jednej strony tata, którego nie trawicie i nie szanujecie, z drugiej facet mamy, gdzie może zacytuję siostrę Twoją "Muszę iść go naciągnąć na kasę" . Porównałaś mnie również do niego a propos prezentów i tylko dlatego o nim też wspomniałem. Wcześniej kiedyś powiedziałaś, że ja bym Ci pewnie Volvo nie kupił. Z trzeciej Twój były, tego nie trzeba komentować - przy czym przy wszystkich swoich wadach to przecież jedyny, któremu wyznałaś miłość, czym sobie na to zasłużył??? Bo mi przedstawiłaś obraz totalnego dupka i pajaca. Nie robię żadnych psychoanaliz - to są tylko i wyłącznie moje, bardzo subiektywne obserwacje, wnioski - tylko i wyłącznie przypuszczenia, absolutnie też nie krytykuję tu nikogo, byłoby to nietaktem wielkim. Porównałaś mnie nawet do mojego kolegi cyt. "Patrz jak oni żyją..."

Ja nie chcę żyć w parciu na cokolwiek, że coś robię, czegoś nie robię, gdzieś chodzę, nie chodzę, czegoś chcę, czegoś nie chcę, nie chcę żyć w parciu na kasę, nie chcę się porównywać z nikim, nie wartościuję ludzi po tym ile zarabiają. Całe życie byłem wychowywany by nie być drobnym dorobkiewiczem, nowobogackim pozerem, by mi to nie imponowało, bym nie miał kompleksów. Takie zachowania tak naprawdę wynikają najczęściej z kompleksów i z reguły w rzeczywistości ludzie tak się zachowujący robią to z kompleksów nie mając podstaw do takich zachowań i odwrotnie Ci, którzy by mogli, często tego nie robią. (Przy czym mimo wszystkiemu co krytykujesz, odniosłem wrażenie, że takie rzeczy Ci imponują, przede wszystkim materialne). Też mi się zdarza pozerstwo czasem i materialistyczne gadki, ale na poziomie takim jak każdy dzisiaj, ja się bardzo dopasować potrafię do otoczenia, w którym w danej chwili się znajduję. Niczego mi nie brakuje, uważam, że pieniądze w ogóle nie mają prawa się liczyć w związku. Wiem że są ważne, ale trzeba też umieć żyć na każdym poziomie, cieszyć się z tego co się ma. Zdaję sobie sprawę, że chyba trzeba najpierw wszystko mieć i wiele marzeń zrealizować, by rozumieć, że to nie jest aż tak ważne - że najważniejsze... dlatego też rozumiem Twoje parcie, ale też trzeba mieć odrobinę umiaru. Robiłem w życiu wiele rzeczy, sporo widziałem, ale robiłem to bez jakiegokolwiek parcia, że muszę na już. Co jakby mnie nie było na coś stać, co jakby nie miał czasu (no teraz mam go znaczniej mniej)... Chcę mieć pewność, że jak mi się coś schrzani, to mogę liczyć na wsparcie psychiczne drugiej osoby i nie stanę się nagle "nieudacznikiem", bo mi się coś popieprzy zawodowo, a wiem że może się schrzanić - Ty też już powinnaś wiedzieć, bo masz takie doświadczenia w życiu na bazie rodzica i gdyby nie to zabezpieczenie to byłoby tragicznie (z tego co opowiadałaś). Mimo to skrytykowałaś i zrobiłaś ze mnie jakiegoś skrajnego skąpca, bo chcę mieć stabilizację i bezpieczeństwo, tak żeby nigdy nie było problemu, że nie ma na coś co jest niezbędne, że się popada w długi, że tracę pracę, firma się sypie i zostaję z palcem w dupie. Ty masz bardzo stabilny zawód, pracujesz kilka godzin i potem nie masz co ze sobą zrobić, ja muszę cały czas kombinować, wymyślać coś nowego. Staram się dywersyfikować dochód, tak by mieć wiele źródeł finansowania, by nie znaleźć się w kryzysowej sytuacji, szczególnie jeśli będą dzieci, bo wtedy to jest dopiero tragiczne. Większość osób by to chyba raczej uznała za zaletę. Wszystko co robię jest częścią jakiegoś planu. Urok klasycznego trybu pracy polega z kolei na tym, że wychodzi się z niej i zapomina. Ja jestem sknerą, podobnie jak Ty. Nie wiem, kto z nas jest większą zważając na fakt, że liczyłaś się z siostrą na jakieś drobne złotówki, ja tego np. nie robię. Jak powiedziałem, że pojedziemy gdzieś daleko to Twoim autem, bo pali o połowem mniej, to przecież dałbym Ci na to paliwo durne. Nigdy nie pozwalałem Ci za siebie zapłacić, mimo że chciałaś, a i tak ze mnie zrobiłaś jakiegoś skrajnego skąpca, a aż takim skrajnym nie jestem. Nauczyłaś się jakiś relacji sponsorskich, chociaż wiesz już z czym to się wiąże i sama to krytykujesz. Próbujesz sobie udowadniać co jakiś czas wydając nagle całą wypłatę, że wcale nie jesteś taką wielką sknerą, ale to nie o to chodzi wcale. Wiem, że się starasz. Ja też się już dużo nauczyłem ostatnio i mocno zmieniłem w tym temacie.

 Co do restauracji to kurde no, nigdy nie chodziło o płacenie jak mi zasugerowałaś, w kółko mi waliłaś, że Ty se sama za siebie zapłacisz. Ja lubię sam od siebie zaprosić dziewczynę, sprawić jej przyjemność, przy czym jak się co chwilę do tej restauracji chodzi to traci to swój urok. Z kolei nie lubię bardzo jak ktoś mi robi pretensje, że czegoś nie robiłem. Nie widzę żadnego dramatu w tym, że w 5 miesięcy byliśmy tylko kilka razy w restauracji, 2 razy w kinie, robiliśmy całą masę innych rzeczy, po czym usłyszałem, że Ty nigdy w życiu w domu tyle nie zamulałaś, no kurde nie siedziałaś w domu przez pół roku, nie masz prawa tak powiedzieć, chyba że masz pamięć wybiórczą albo schizy na punkcie wychodzenia. Trochę jednak po tych knajpach chodziłaś. Przy czym absurdem jest wyliczanie, że byliśmy tu, tu i tu. Takie rzeczy, takie problemy absolutnie też nie mają prawa się pojawiać moim zdaniem w związku. Chcemy to idziemy, nie chcemy to nie idziemy, a jak jeden chce, a drugi nie to może próbować drugiego przekonać. Mi nigdy nie było jakoś trudno czegoś odpuścić, wyjścia gdzieś jak Ty nie chciałaś. Wiem, że trochę tam posiedziałaś w domu, mama powiedziała coś pewnie w stylu "Czemu wy nigdzie nie chodzicie, jesteście młodzi, potem będą dzieci i nie będziesz miała czasu" no i się wylało. Spędzasz czas głównie z nastoletnią jeszcze siostrą, przegapiłaś swój okres na latanie (rozumiem, że chcesz nadrobić, ale nie da się na raz i na siłę). Ja jestem starszy od Ciebie, mnie już te knajpy męczą, każdą sprawę jaką załatwiam i jak z kimś się spotykam, no to jest wyjście do tej knajpy.

Brakuje mi domu, a mimo to chciałem praktycznie robić to co chciałaś, iść tam gdzie chciałaś, jechać tam gdzie chciałaś, z niewielkimi tylko zdroworozsądkowymi ograniczeniami (Kanary + 1 max 2 narty, a nie 4... w ciągu 2-3 miesięcy)... no KUCZE...ja chyba i tak byłem bardzo chętny i wyrozumiały, a nagle usłyszałem, że to jakiś dramat jest - życie ze mną. Że Ty nie czujesz, że żyjesz, że Cię ograniczam. Zastanowiłaś się kiedyś jakbyś się poczuła, gdybym ja Ci insynuował coś w stylu - Ty mnie OGRANICZASZ, jak tak można żyć, to jest jakiś DRAMAT, bo nie robisz czegoś tak jak jak chcę. No i też mnie nieco przeraziło jak potrafisz się zachować, jak nie dostajesz dokładnie tego, czego chcesz, nawet mając w krótkiej perspektywie czasu spełnienie większości twoich zachcianek, bo miałem na to i czas, i chęci, i możliwości. Najgorsze jest to, że ja chciałem praktycznie robić prawie wszystko co chciałaś, bo chciałem żebyś była szczęśliwa, a Ty mi wyjechałaś z takim tekstem. W życiu nie zawsze się dostaje to co się chce, czasem trzeba się do czegoś zmuszać, czasem trzeba robić rzeczy, do których się jest NIEPRZYZWYCZAJONYM i dla większości ludzi to nie jest żaden problem. Ja robiłem praktycznie wszystko co chciałaś do pewnego momentu, każdą Twoją prośbę starałem się spełnić, mimo że okres był napięty i ciężki, zawsze starałem się znaleźć dla Ciebie czas, jechać z Tobą gdzie tam potrzebowałaś, olałem siłownie, żeby mieć więcej czasu dla Ciebie, właściwe to wszystko i wszystkich potrafiłem olać, żeby móc więcej czasu spędzić z Tobą. Starałem się jak umiałem, wcześniej nigdy się tak nie starałem, Ty chyba tego nawet nie zauważyłaś, nie?? Zawsze jak coś robiłem w kuchni to pytałem czy chcesz również, a jak Ciebie prosiłem o coś to "rączek nie masz???", masaże Ci robiłem i to chętnie , jak ja poprosiłem o masaż, to powiedziałaś "nie będę Ci ściemniać, po prostu mi się nie chce" . To wszystko są skrajnie nieistotne niuanse i totalne drobnostki, a jednak o czymś świadczą. Oczywiście to są marginalne rzeczy i drobnostki, także nie wymyśl, że się czegoś czepiam...

 Jeszcze jeśli chodzi o kumpli, to absolutnie nie widzę nic złego w spotkaniu na kawie raz tam na jakiś czas, na pół roku, przypadkowe spotkanie okazyjne itp. ale na pewno też nie potrafiłbym zaakceptować nagminnego i systematycznego spotykania się we dwójkę. Już nie wspomnę, że strasznie irytujące też są potem teksty typu "ej Ty jesteś jeszcze z Tą laską, bo ostatnio ją z jakimś kolesiem widziałem". To nawet nie jest społecznie akceptowane niestety. Ja nigdy nic nie nakazuję, ani niczego nie zabraniam, ale wyrażam swoje zdanie. No, a jak coś się odezwałem to zaraz, że się czepiam. Przypomnę, że miałaś pretensję o wyciągnięcie poczty ze skrzynki w pustym mieszkaniu, która mogła być również do mnie. O to, że ja się z kumplem tej samej płci spotykam, za często...

Resumując pominąłem całkowicie bluzgi, staram się rozumieć, że ma to swoje uzasadnienie w hormonach. Jednak na podstawie treści twoich słów (nie tylko tych w nerwach) trudno nie wyciągnąć pewnych wniosków. Może się mylę, na pewno w niektórych kwestiach. Na pewno też przesadzam i pewne rzeczy źle interpretuję. Wiem, że starasz się być dobra, analizujesz i próbujesz. Nie potrafię tego wszystkiego "zboleć", bo część Ciebie jest na prawdę moim ideałem, moim prywatnym, całe życie naprawdę pragnąłem takiej dziewczyny, a tej drugiej strony z kolei nie potrafię przeskoczyć. To właśnie jest dla mnie dramat. Na pewno z wieloma rzeczami się nie zgodzisz lub masz inne zdanie. Nie irytuj się tylko przeczytaj na spokojnie i powiedz jak sama siebie oceniasz, gdzie ja się mylę i dlaczego, bo nie przeczę, że mogę się mylić. Jeśli będziesz chciała oczywiście."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz